Kiedyś przeczytałam książkę choć tytułu nie pamiętam i tam była mowa że dusza przed przyjściem na świat planuje całe życie, kazdy mozliwy krok i kazde następstwa... Czasem mam wrażenie że wyczułam niektóre osoby, kim mogły być dla mnie w poprzednim życiu... jednak to byłą pełna akceptacja z mojej strony.. Obecnie jestem kompletnie zagubiona... Hmmm... Jestem zaręczona i intuicyjnie wiem że męzczyzna z którym jestem oczywiscie był ze mną powiązany wczesniej ale jestem z nim tylko ze względu by mu pomóc... Kochm go, jak najbardziej, i wiem ze bede z nim bezpieczna... ale tez jakby wiem ze jesli zawiodę on umrzee młodo... z duzym prawdopodobieństwem jak będę w ciąży bądź z małym dzieckiem... Co jest ciekawe moglismy sie poznac 2-3 razy wczesniej bywajac w tych samych miejscach wiec czułąm ze to przeznaczenie... sa jednak sprawy o których mówic nei moge bo wiem ze on nei zrozumie, i niektórych czesci mnie nei akceptuje... Przed jego poznaniem miałąm 2 razy depresję i byłąm u wróżki... jednym mezczyzną miał byc ciemnowłosy co sprowadzi zawód - wszystkie inne szczegóły sie sprawdziły.. drugi miał byc blondyn ( mój osłysiał wiec mozna zaliczyc ten punkt), i z oboma czułą więź... mniejszą czy większą, wiedziałąm ze są ważni... Nigdy przenigdy nei myslałąm o zdradzie... Do poewnego cholernego momentu... Pracowałąm z pewnym chłopakiem (jestem anty łączenia związków kolorowych, i wogóle anty kolorowa ze wzgledu na ich zachowanie), a on jest czarny... jest tak zupełnie inny od tych co poznałąm w Anglii.. w dniu odejscia z pracy odwazyłąm sie mu napisac ze czuje silne połaczenie miedzy nami i ze jesli uwaza ze mi odbiło to zeby tez dał znac... Jednak odpisał ze czuje to samo co ja.. Nigdy na zywo nie czułąm pociagu seksualnego do niego, bardziej potrzebe akceptacji.. jednak w miare czasu jak pisalismy wytworzyłą sie ogromna chemia seksualna... co dziwne gdy sie zobaczylismy dla mnei nic nie klinkeło jeśli rozumiecie... choc widziałam w jego oczach to o czym marze od wielu lat i wiemy oboje ze fizycznie znamy sie do granic i lubimy to samo (gdzie mój partner nei akceptuje tej czesci mnie)... NO i jakos tak wyszło ze sie ciut cofnełam... skonczyło sie to awanturą... i wiem ze jego charakter to tzw "gracz"... i wiem co robił w przeszłosci... i ze ze mna prawdopodobnie nieswiadomie tez chciał zagrać... mimo bólu jaki sobie zadalismy bardzo za sobą tęsknimy.. cóż, po prostu to czuje jak on tez sie martwi o mnie... i NIE, nie zamierzam odejsc od mojego mezczyzny, bo wiem ze on potrzebuje mnie bardziej i jemu pierwszemu złozyłam obietnice... ale wchodziłam w etap kolejnej depsresji i puszczajac sobie dzwieki 432Hz prosiłąm o rozwiązanie i tak pojawiły sie mysli o panu z pracy... w ciagu półtorej tygodnia moje poczucie wartosci wzroslo o 300% i zwiazek poprawił sie o jakies 15 %... i jestem szczesliwa... ale nei moge przestac myslec o tamtym, o potrzebie bycia przy nim ale on był tym co chciał zerwać nasze połączenie... I co powiecie?