Jak stary jest człowiek i gdzie są jego początki?
Close
Odpowiedz w tym wątku
Pokaż wyniki od 1 do 6 z 6
  1. #1
    Awatar Augustus
    Początkujący

    Status
    Offline
    Dołączył
    02 Sep 2011
    Lokalizacja
    Zgierz
    Wiek
    33
    Posty
    33
    Podziękował(a)
    2
    Dostał(a) 22 podziękowań za 12 postów
    Siła reputacji
    6

    Jak stary jest człowiek i gdzie są jego początki?

    No właśnie kiedy pojawił się na ziemi pierwszy człowiek, jaka była pierwsza cywilizacja która powstała na Ziemi? Tu dotykamy już bardzo płynnego i niebezpiecznego tematu, skąd jesteśmy - kto stworzył Adama i Ewę i jak jesteśmy starzy?

    Aby móc odpowiedzieć sobie chociaż na część z tych pytań, trzeba podejść do tematu na spokojnie i przynajmniej postarać się oczyścić umysł z wszelkich dotychczasowych przekazów które wynieśliśmy ze szkoły czy studiów. Jednak mity i legendy o dawnych cywilizacjach, takich jak Atlantyda czy Lemuria, nie wzięły się znikąd, zresztą nie były to pierwsze cywilizacje jakie powstały na naszej planecie. Wiele jest przekazów, śladów i znalezisk dotyczących początków ziemskiej cywilizacji (nie koniecznie była to cywilizacja ludzi, pierwsze cywilizacje tworzyli bowiem "bogowie" - a pamięć o tym przetrwała w greckiej mitologii, żydowskim Talmudzie, chrześcijańskiej Biblii czy hinduskiej Mahabharacie.).

    Pokrótce można jednak w pewien sposób uszeregować nawet informacje dostępne w źródłach archeologicznych i historycznych, czy w podaniach mitologicznych. Jeśli pójdziemy tym tropem, pierwszą cywilizacją ziemską była cywilizacja hyperboreańska (od nazwy kontynentu jednego światowego kontynentu Hyperborei - poświadczonego po raz pierwszy w greckiej mitologii), ale kto ją stworzył? Na to pytanie już jest nam trudniej odpowiedzieć.

    Można stwierdzić iż byli to przybysze z ginącej planety Bakaratini. Francuski autor i człowiek który ponoć kontaktuje się z "UFO" - Michel Desmarquet pisze w swej książce "Misja": "Dokładnie 1,350,000 lat temu przywódcy planety Bakaratini, znajdującej się w konstelacji Centaura, postanowili po wielu naradach i ekspedycjach zwiadowczych wysłać swoje statki z ludźmi na planety Mars i Ziemia. Powód tego był bardzo prosty: ich planeta oziębiała się od wnętrza i w ciągu 500 lat byłaby nie do zamieszkania. Pomyśleli wtedy, zupełnie logicznie, aby ewakuować swoich ludzi na młodszą planetę tej samej kategorii." Oczywiście można to od razu wrzucić między bajki, jednak zastanówmy się czy w przyszłości ludzkość nie postąpi podobnie gdy w naszej galaktyce Słońce zacznie gasnąć? (naukowcy przewidują że stanie się to za jakieś 5 milionów lat), wówczas niestety trzeba będzie opuścić nasz system planetarny i poszukać nowej Ziemi (oczywiście jeśli ido tego czasu nie zdarzy się jakaś "przykra niespodzianka", w postaci chociażby "wyrzucenia" naszego systemu słonecznego poza galaktykę - co również brane jest pod uwagę w kręgach naukowych, bowiem znajdujemy się na "peryferiach" całego systemu galaktycznego).

    Desmarquet dalej pisze: "Bakaratini byli bardzo inteligentni i wysoko rozwinięci. Czarna rasa o grubych wargach, płaskich nosach i kręcących się włosach – podobna była do Murzynów obecnie żyjących na Ziemi. Ludzie ci zamieszkiwali planetę Bakaratini od 8 mln. lat razem z rasą żółtą. Mówiąc ściśle, żółta rasa, którą obecnie na Ziemi określacie mianem Chińczyków, zamieszkiwała Bakaratini 400 lat wcześniej od rasy czarnej. Obydwie te rasy były świadkami licznych rewolucji, które miały miejsce w owym czasie na ich planecie (...) Te z kolei razem z naturalnymi klęskami występującymi na planecie, przerzedzały szeregi w obu rasach. W końcu wybuchła wojna nuklearna na taką skalę, że cała planeta pogrążyła się w ciemności a temperatura opadła do minus 40 stopni Celsjusza. Ludność była niszczona nie tylko przez promieniowanie atomowe. Zimno i brak żywności dopełniały reszty (...) Ocalała ludność, składająca się z trzech grup czarnych i pięciu grup żółtych, ocalała w prywatnych a także w dużych publicznych schronach. Rzecz jasna, że w czasie wojny chroniła się większa liczba ludzi niż 235 – naprawdę wynosiła ona ponad 800 tys. Miesiące spędzone w ciemności i intensywne zimno zmusiło ich w końcu do szukania ratunku na zewnątrz. Czarni zaryzykowali pierwsi. Nie znaleźli prawie żadnych drzew, żadnych roślin, nie mówiąc już o zwierzętach. Grupa która wyszła ze swoich schronów w górach –pierwsza zaznała kanibalizmu. Brak żywności powodował, że kiedy umierali najsłabsi, pozostali ich jedli; w końcu, aby jeść musieli się nawzajem zabijać. Była to najgorsza katastrofa na ich planecie. Inna grupa znajdowała się koło oceanu. Udało jej się przetrwać jedząc to, co jeszcze żyło na planecie i nie uległo zbytniemu skażeniu, to jest: mięczaki, niektóre ryby i kraby. Mieli wciąż nieskażoną wodę pitną dzięki bardzo sprytnym instalacjom umożliwiającym wydobywanie wody, znajdującej się niezwykle głęboko. Oczywiście, wielu z tych ludzi wciąż umierało na skutek śmiercionośnego promieniowania na planecie, oraz spożywania ryb, które uległy radioaktywnemu skażeniu. Bardzo podobny bieg wydarzeń wystąpił na terytorium żółtej rasy (...) W końcu śmiertelność spowodowana wojną zmalała i populacja ludzi znów zaczęła wzrastać. Wszystko to wydarzyło się pomimo wielu ostrzeżeń, jakie otrzymywali. Trzeba powiedzieć, że zanim zupełnie się wyniszczyli, zarówno czarna jak i żółta rasa osiągnęła bardzo wysoki poziom technologiczny. Ludziom żyło się bardzo wygodnie. Pracowali w fabrykach, prywatnych i państwowych firmach, biurach (...) Dużą wagę przywiązywali do pieniędzy, które dla jednych oznaczały władzę, a dla drugich, tych mądrzejszych – wygodne życie. Pracowali przeciętnie 12 godzin w tygodniu. Tydzień na Bakaratini składał się z sześciu dni po 21 godzin. Bardziej niż duchowa pociągała ich materialna strona istnienia. Jednocześnie pozwolili się wodzić za nos grupie polityków i biurokratów, dokładnie tak, jak to się dzieje obecnie na Ziemi. Przywódcy mamili masy czczą gadaniną. Kierowani przez żądzę władzy, pieniędzy i własną dumę, 'prowadzili' całe narody do upadku. Stopniowo, dwie wielkie rasy zaczęły czuć do siebie zawiść. Jak wiadomo, od zawiści do nienawiści tylko jeden krok. W końcu zaczęli się tak nawzajem nienawidzić, że nastąpiła katastrofa. Posiadając bardzo zaawansowaną broń po obu stronach – wzajemnie się wyniszczyli (...) Rozmnażali się, nie zawsze 'udanie', ponieważ na porządku dziennym były noworodki ze straszliwie zniekształconymi głowami lub szpetnymi, cieknącymi ranami. Ludzie ci musieli ponieść wszystkie skutki promieniowania atomowego na ich organizmy. Sto pięćdziesiąt lat później było 190 tys. przedstawicieli czarnej rasy, włączając w to mężczyzn, kobiety i dzieci, i 85 tys. przedstawicieli rasy żółtej"

    Następnie kontynuuje: "Wszechświat to jeden gigantyczny atom, i wszystko jest tego konsekwencją. Ciało składa się z atomów. Chodzi mi o to, że we wszystkich galaktykach jest tak samo – gdy tylko jakaś planeta jest zamieszkana, to na pewnym etapie jej ewolucji ludzie odkrywają atom – po raz pierwszy, lub na nowo (...) Wracając do planety Bakaratini (...) Najpilniejszą potrzebą była żywność. Nadal utrzymywali się przy życiu dzięki produktom z morza, czasami tylko uciekali się do kanibalizmu aby zaspokoić tęsknotę za mięsem. Potrzebowali warzyw i źródła mięsa. Warzywa, drzewa owocowe, zboże, zwierzęta – jednym słowem wszystko, co jadalne, zniknęło z powierzchni planety. Pozostały tylko niejadalne rośliny i krzewy w ilości ledwo wystarczającej, aby uzupełniać tlen w atmosferze. Zagładę nuklearną na Bakaratini przetrwał gatunek owada podobnego do modliszki, który w wyniku samorzutnej mutacji spowodowanej przez promieniowanie atomowe, rozrósł się do gigantycznych proporcji. Mierzył około ośmiu metrów wysokości i stał się niezwykle niebezpieczny dla ludzi. W dodatku, owad ten, nie mając żadnego naturalnego wroga, który by ograniczał jego populację, szybko się rozmnażał (...) Wszyscy podlegamy Uniwersalnemu Prawu Wszechświata, które obowiązuje tak samo ściśle, jak prawo kontrolujące obroty planet wokół ich słońc. Jeżeli ktoś popełni błąd, musi ponieść jego konsekwencje – natychmiast, za dziesięć lat czy też za dziesięć wieków – za każdy błąd trzeba zapłacić. Od czasu do czasu wolno nam, czy nawet powinniśmy, wyciągnąć pomocną dłoń, ale formalnie nie wolno nikomu 'robić za kogoś innego pracy domowej' (...) Ludzie musieli zacząć od zera (...) Po wykryciu gniazd gigantycznych modliszek, niszczyli je i w krótkim czasie zupełnie wyginęły (...) W końcu, po upływie kilkuset lat planeta wyglądała prawie tak samo, jak przed zagładą nuklearną. Wszystko wyglądało podobnie, z wyjątkiem miejsc gdzie powstały pustynie. Flora i fauna rozwijały się bujnie w miejscach, które mniej ucierpiały. Sto pięćdziesiąt tysięcy lat później cywilizacja rozwinęła się znowu, ale tym razem nie tylko technologicznie: na szczęście ludzie zrozumieli nauczkę i stopniowo osiągnęli wysoki poziom psychiczny i duchowy. Dokonało się to u obydwu ras co spowodowało że czarni zawarli silne więzy przyjaźni z żółtymi (...) Wiele legend zapisano, aby przyszłe pokolenia dokładnie wiedziały, co wywołało nuklearną katastrofę i jakie były tego konsekwencje (...) Jednak ludzie zdawali sobie sprawę, że w ciągu 500 lat planeta nie będzie się nadawać do zamieszkania. Wiedząc, że w galaktyce istniały inne planety, zamieszkane a także nadające się do zamieszkania, mieszkańcy Bakaratini zorganizowali jedną z najbardziej poważnych wypraw badawczych. Dotarli w końcu do naszego systemu słonecznego. Odwiedzili najpierw Marsa, o którym wiedzieli, że był zamieszkany i który faktycznie był zamieszkany w tym czasie. Ludzie zamieszkujący Marsa nie mieli żadnej technologii, ale byli za to na wysokim poziomie rozwoju duchowego. Byli niskiego wzrostu, mierzyli pomiędzy 120 a 150 centymetrów i przypominali Mongołów. Tworzyli plemiona, które zamieszkiwały w kamiennych chatach"

    Dalej Desmarquet przedstawia opis fauny i flory ówczesnego Marsa: "Fauna na Marsie była uboga. Spotkać tam można było gatunek karłowatej kozy, zwierzęta przypominające króliki, ale znacznie większe, kilka gatunków szczura i największe zwierzę przypominające bizona ale z głową tapira. Istniały też różne gatunki ptaków i trzy gatunki węży, z których jeden był jadowity. Flora także była uboga, drzewa nie przekraczały czterech metrów wysokości. Mieli także jadalną trawę, którą można by porównać do gryki. Bakaratinianie przeprowadzili swoje badania i szybko zdali sobie sprawę, że Mars także oziębiał się w tempie, które wskazywało, że nie będzie się nadawał do zamieszkiwania w ciągu najbliższych czterech do pięciu tysięcy lat. Zwierząt i roślin było tylko tyle, że zaledwie wystarczało dla tych, co już tam żyli. Masowa emigracja z Bakaratini nie byłaby w stanie się na Marsie wyżywić. Poza tym planeta nie przypadła im do gustu. Tak oto dwa statki skierowały się na Ziemię. Najpierw wylądowały tam, gdzie znajduje się obecnie Australia. Muszę wyjaśnić, że w tamtych czasach Australia, Nowa Gwinea, Indonezja i Malezja były częścią jednego kontynentu. W miejscu gdzie obecnie leży Tajlandia znajdowała się cieśnina o szerokości około 300 kilometrów. Wewnątrz Australii było wówczas morze, do którego dopływało kilka dużych rzek. Ciekawa, urozmaicona fauna i flora bujnie się tam rozwijały. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, astronauci wybrali właśnie ten kontynent na ich pierwszą bazę imigracyjną. Dla ścisłości muszę dodać, że czarna rasa wybrała Australię a żółta rasa zamieszkała tam, gdzie obecnie jest Birma; kraj obfitujący w zwierzynę i roślinność. Rasa żółta zorganizowała bazy na wybrzeżu przy Zatoce Bengalskiej, podczas gdy czarni zbudowali swoją pierwszą bazę na brzegu Morza Wewnętrznego w Australii. Dalsze bazy powstały później na terenie należącym obecnie do Nowej Gwinei. Ich statki kosmiczne potrafiły się poruszać z szybkością większą od prędkości światła i zajęło im około 50 ziemskich lat, by przywieźć 3,600,000 czarnych i tę samą liczbę przedstawicieli żółtej rasy na Ziemię. Świadczy to o doskonałym zrozumieniu i doskonałym powiązaniu pomiędzy dwoma rasami, które postanowiły przetrwać na nowej planecie i żyć w pokoju. Za obustronnym porozumieniem starzy i niedołężni pozostali na Bakaratini. Bakaratinianie zbadali dokładnie całą planetę Ziemię zanim założyli tu swe bazy i byli absolutnie przekonani, że przed ich przybyciem nie istniał tu żaden ślad istot ludzkich. Zdarzało im się często, że myśleli, iż odkryli ludzką formę życia, ale po dokładniejszym zbadaniu okazywało się, że był to tylko gatunek dużych małp. Grawitacja na Ziemi była znacznie silniejsza niż na ich planecie i początkowo było to dla nich niewygodne, ale w końcu obydwie rasy przystosowały się do tego bardzo dobrze. Do budowy miast i fabryk używali pewnych niezwykle lekkich a zarazem bardzo wytrzymałych materiałów, które przywieźli z Bakaratini"

    "(...) Wówczas przez Australię przechodził równik. Ziemia obracała się wokół innej osi – pełen obrót zajmował jej 30 godzin i 12 minut a okrążenie słońca 280 takich dni. Klimat równikowy nie był wówczas taki jak dziś. Powietrze było bardziej wilgotne, atmosfera Ziemi od tego czasu uległa zmianie. Stada olbrzymich zebr wędrowały przez kraj w towarzystwie olbrzymich jadalnych ptaków, które nazywano 'dodo', bardzo dużych jaguarów a także innych ptaków mierzących prawie cztery metry wysokości (...) W niektórych rzekach żyły krokodyle dochodzące do 15 metrów długości i węże o długości 25 do 30 metrów. Od czasu do czasu żywiły się one nowymi przybyszami. Flora i fauna na Ziemi była w większości zupełnie inna niż na Bakaratini –zarówno pod względem odżywczym jak i ekologicznym. Zakładano liczne eksperymentalne farmy usiłując zaaklimatyzować takie rośliny jak słonecznik, kukurydzę, pszenicę, proso, tapiokę i inne. Rośliny te albo nie istniały na Ziemi w ogóle albo występowały w formie pierwotnej, tak prymitywnej, że nie nadawały się do spożycia. Przywieziono także kozy i kangury, ponieważ imigranci byli do nich przyzwyczajeni i na poprzedniej planecie spożywali ich mięso w dużych ilościach. Bardzo chcieli hodować na Ziemi kangury pomimo dużych trudności, jakie napotykali by je zaaklimatyzować. Pasza dla nich stanowiła jeden z głównych problemów. Na Bakaratini kangury żywiły się doskonałą, wytrzymałą na warunki środowiska trawą zwaną arilu, której zupełnie nie znano na Ziemi. Ilekroć Bakaratinianie próbowali ją hodować, ginęła atakowana przez miliony mikroskopijnych grzybków. Doszło do tego, że kangury były karmione, że tak powiem, z ręki przez kilka dziesięcioleci, aż przystosowały się stopniowo do trawy ziemskiej. Czarna rasa była bardzo wytrwała i w końcu udało im się wyhodować podobną trawę, ale zajęło to wiele czasu zanim nowa pasza zaczęła wystarczać kangurom w zupełności. Znacznie później niektóre rośliny arilu się przyjęły. Ponieważ nie było dużo zwierząt, które by je jadły, stopniowo zaczęły się szerzyć po całej Australii. Istnieją one wciąż pod botaniczną nazwą xanthorrhoea. Potocznie mówi się na nie 'czarne chłopaki'. Trawa ta na Ziemi rośnie wyższa i grubsza niż na Bakaratini, ale jest to często spotykane zjawisko, gdy jakiś gatunek sprowadza się z innych planet. Roślina ta jest obecnie jedną z rzadkich pozostałości z tamtych odległych czasów. Występuje ona tylko na terenie Australii razem z kangurami i świadczy to o tym, że Bakaratinianie długo przebywali w tej części planety zanim zaczęli szukać innych miejsc dla swoich kolonii." (CDN).



    XANTHORRHOEA AUSTRALIJSKA


  2. #2
    Awatar Augustus
    Początkujący

    Status
    Offline
    Dołączył
    02 Sep 2011
    Lokalizacja
    Zgierz
    Wiek
    33
    Posty
    33
    Podziękował(a)
    2
    Dostał(a) 22 podziękowań za 12 postów
    Siła reputacji
    6

    Odp: Jak stary jest człowiek i gdzie są jego początki?

    "Rasa żółta osiedliła się w rejonie dzisiejszej Zatoki Bengalskiej, i w tym rejonie pozakładali swoje miasta i eksperymentalne farmy. To oni sprowadzili z Bakaratini kapustę, sałatę, pietruszkę, pasternak i kolender, oraz wiśnie, banany i pszenicę (w czym doszli do perfekcji), zaś czarni zaaklimatyzowali na Ziemi pomarańcze. Jedynie ryż był rośliną rodzimą którą przybysze z Bakaratini znaleźli na Ziemi, lecz i on został przez nich ulepszony (...) Na całym lądzie utworzono nowe bazy zarówno czarnych jak i żółtych, dzięki którym kwitła wzajemna wymiana handlowa (...) Pod względem materialnym wiodło im się dobrze, ale nie zaniedbywali także budowania olbrzymich budowli, w których gromadzili się by praktykować swój kult. Wszyscy oni byli Tackionami, co oznacza że wszyscy oni mieli świadomość reinkarnacji. Ich wiara przypominała wiarę dzisiejszych Lamaistów. Bardzo wiele podróżowano pomiędzy dwoma krajami, rasy połączyły nawet swoje siły aby dokładniej zbadać wybrane obszary Ziemi. Pewnego razu mieszana grupa czarnych i żółtych ludzi wylądowała na południu Afryki Który wówczas był częścią jednego kontynentu owej Hyperborei), w miejscu który obecnie nosi nazwę Przylądka Dobrej Nadziei. Afryka niewiele zmieniła się od tamtych czasów - za wyjątkiem Sahary, północno-wschodniego obszaru i Morza Czerwonego, które wtedy nie istniało.

    W czasie gdy przeprowadzili ową ekspedycję, zamieszkiwali już Ziemię od trzystu lat. W Afryce odkryli nowe gatunki zwiarząt, takie jak słonie, bawoły, oraz zupełnie nowy owoc, którego nigdzie wcześniej nie spotkali - pomidor. Lecz nie był to taki sam pomidor jaki znamy dzisiaj. Kiedy go odkryli, był wielkości bardzo małej porzeczki i był bardzo kwaśny. Żółci, mając ogromne doświadczenie w tej dziedzinie, podjęli się go ulepszyć w ciągu kilku nadchodzących stuleci, tak jak to zrobili z ryżem, aż pomidor stał się owocem który znamy dzisiaj. Bakaratini byli bardzo zdziwieni kiedy odkryli w Afryce drzewo bananowe, które na pierwszy rzut oka wyglądało jak to, które przywieźli ze sobą. Ale okazało się że nie musieli żałować włożonego wysiłku, ponieważ afrykański banan praktycznie nie nadawał się do spożycia i wypełniony był dużymi pestkami. W skład afrykańskiej wyprawy wchodziło 50 czarnych i 50 zółtych, którzy powrócili przywożąc ze sobą słonie, pomidory i wiele dzikich gęsi, ponieważ szybko zorientowali się że te ostatnie są śmiertelnymi wrogami węży. Nie wiedzieli niestety, że razem z nimi przywieźli niebezpiecznego wirusa nazywanego obecnie "żółtą febrą". Wówczas doszło do prawdziwej katastrofy - miliony ludzi poumierały w bardzo krótkim czasie zanim ich medyczni specjaliści się zorientowali, w jaki sposób choroba się szerzyła.

    Ponieważ przenosiły ją głównie komary, a ich liczba jest znacznie większa na obszarach o klimacie równikowym, gdzie nie występuje zima, zmniejszająca ich liczbę, naturalną koleją rzeczy czarni w Australii ponieśli największe straty. Prawdę powiedziawszy liczba ofiar wśród czarnych była cztery razy większa niż wśród żółtych. Na Bakaratini żółta rasa zawsze przewyższała czarną w dziedzinie medycyny i patologii; niemniej jednak upłynęło wiele lat zanim odkryli lekarstwo na tą plagę, podczas których setki tysięcy ludzi zakończyło swe życie w strasznych mękach. Ostatecznie żółci opracowali szczepionkę, którą natychmiast udostępnili czarnym – gest, który zacieśnił więzy przyjaźni pomiędzy dwiema rasami (...) Żyjemy w tym Wszechświecie po to, by się nauczyć jak żyć, cierpieć i umierać, ale także po to by jak najwięcej rozwinąć się duchowo (...) Bakaratini pokonali więc plagę żółtej febry i mocniej zakorzenili się na nowej planecie. Nie tylko Australia była gęsto zaludniona, ale również obszar znany dziś jako Antarktyda – oczywiście w tamtych czasach jej klimat, z uwagi na położenie geograficzne, był subtropikalny. W czasie gdy żółta plaga została opanowana czarni liczyli 795 milionów.

    Bakaratini stworzyli na Ziemi własny system polityczny. W wyborach (przez podniesienie ręki), wybierali lidera wioski, miasta czy regionu, prócz tego również ośmiu przedstawicieli starszyzny, spośród osób które najbardziej szanowano za ich mądrość, zdrowy rozsądek, uczciwość i inteligencję. Nie wybierano nikogo ze względu na posiadane bogactwo czy powiązania rodzinne i wszyscy wybrani byli w wieku pomiędzy 45 a 65 lat. Rolą liderów miast i regionów (region obejmował osiem wsi), było negocjowanie z ośmioma przedstawicielami starszyzny. Rada ośmiu wybierała (w tajnym głosowaniu, w którym przynajmniej siedem głosów musiało być "za") delegata, który reprezentował ich na zjeździe Rady Stanu. Na przykład w Australii było osiem stanów, z których każdy składał się z ośmiu miast lub regionów.Na zjazdach rady każdego stanu spotykało się ośmiu delegatów, z których każdy reprezentował inne miasto bądź region. W czasie debaty Rady Stanu, której przewodniczył doświadczony mędrzec, dyskutowano problemy dnia codziennego napotykane przez każdy rząd: dostarczanie wody, sprawy szpitali, dróg itd. Jeżeli chodzi o drogi, to zarówno czarna jak i żółta rasa używała bardzo lekkich pojazdów napędzanych przez silnik wodorowy, które unosiły się nad ziemią dzięki systemowi opartemu na działaniu siły anty-magnetycznej i antygrawitacyjnej.

    Wracając do systemu politycznego trzeba dodać, że nie mieli niczego takiego jak "partia polityczna". Wszystko opierało się wyłącznie na ludziach o nieskażonej reputacji, ich uczciwości i mądrości. Wielowiekowe doświadczenie nauczyło ludzi, że zbudowanie trwałego porządku wymagało dwóch złotych środków: uczciwości i dyscypliny. (...) Ich system sprawiedliwości zbudowany był następująco: złodziej, któremu udowodniono winę, miał piętnowaną rozpalonym żelazem powierzchnię ręki, którą się zwykle posługiwał. Tak więc praworęczny złodziej miał przypalaną prawą rękę. Kolejne wykroczenie kończyło się odcięciem lewej ręki. Ten zwyczaj zachował się przez wieki i jeszcze do niedawna obowiązywał u Arabów. Jeżeli złodziej dalej kradł, odcinano mu prawą rękę a na czole umieszczano nie dający się zetrzeć znak. Złodziej pozbawiony rąk zdany był na łaskę rodziny i przechodniów, jeśli chciał zdobyć pożywienie i wszystko inne. Jednak po znaku na czole ludzie wiedzieli, że to złodziej i życie stawało się bardzo ciężkie. Ludzie woleli więc śmierć od życia w takim upokorzeniu, nie trudno się domyśleć, że dzięki temu przypadków kradzieży było bardzo mało.

    Przypadków morderstw też nie było wiele. Podejrzanych morderców lokowano osobno w specjalnym pomieszczeniu. Obok zasłony umieszczano "czytacza myśli". Był to człowiek, który nie tylko posiadał wrodzone umiejętności telepatyczne, ale także je nieustannie rozwijał na jednym ze specjalnych uniwersytetów. Potrafił on przechwytywać myśli domniemanego zabójcy. Jako środek ostrożności używano sześciu różnych "czytaczy myśli". Tej samej procedury używano wobec świadków po stronie oskarżonej a także pozwanej w innym budynku leżącym w pewnej odległości. Nie wymieniano żadnych słów i w ciągu następnych dwóch dni powtarzano opisaną powyżej procedurę, tym razem przez osiem godzin. Na czwarty dzień wszyscy "czytacze myśli" oddawali swoje sprawozdania składowi trzech sędziów, którzy brali oskarżonych i świadków w ogień krzyżowych pytań. Nie było żadnych adwokatów czy przysięgłych, których można by przekonywać. Sędziowie mieli przed sobą wszystkie szczegóły sytuacji i musieli być absolutnie pewni winy oskarżonego. Musieli być pewni, ponieważ karą zawsze była tylko śmierć, lecz była to śmierć straszna – morderca był rzucany żywcem na pożarcie krokodylom. Gwałt był uważany za coś jeszcze gorszego od morderstwa i kara była jeszcze bardziej okrutna. Gwałciciela smarowano miodem i zakopywano do ramion w najbliższym sąsiedztwie koloni mrówek. Czasami śmierć następowała dopiero po dziesięciu czy dwunastu godzinach. Dzięki takim praktykom współczynnik przestępczości u obydwu ras był niezwykle niski i z tego powodu więzienia nie były potrzebne.


    (...) Ale wróćmy do religii. Obie rasy wierzyły w reinkarnację, ale ich wierzenia różniły się w szczegółach, co ich czasami dzieliło. Przywódcy religijni agitowali masy ludzi do różnych sekt, którymi sami kierowali. Podziały, które w konsekwencji nastąpiły wśród czarnych, miały katastrofalne następstwa. W końcu, około 500,000 czarnych wyemigrowało w ślad za swoimi przywódcami religijnymi do Afryki – tam gdzie obecnie leży Morze Czerwone. Nie istniało ono wówczas i ląd był częścią Afryki. Zaczęli budować wioski i miasta, ale porzucili opisany wcześniej system polityczny, który był uczciwy i skuteczny pod każdym względem. Kler sam wybierał głowy państwa, przez co przywódcy tacy stawali się mniej lub więcej marionetkami kierowanymi przez kler. Od tego czasu ludzie musieli zacząć stawiać czoło wielu problemom: korupcji, prostytucji, narkotykom i wszelkiego rodzaju niesprawiedliwościom. Jeżeli chodzi o rasę żółtą, to jej społeczeństwo było znakomicie zorganizowane i pomimo pewnych lekkich religijnych wypaczeń, ich kler nie miał nic do powiedzenia w sprawach państwowych. Żyli w pokoju i w dostatku – całkiem inaczej od oderwanej części czarnej rasy w Afryce.

    A co się tyczy ich uzbrojenia, to było ono całkiem proste, prostota jest często dużo lepsza od komplikacji i w tym przypadku zasada ta działała znakomicie. Obie rasy przywiozły z sobą to, co można by nazwać "bronią laserową". W każdym państwie kontrolę nad tą bronią sprawowała specjalna grupa ludzi, która z kolei podlegała przywódcy państwa. Za obopólną zgodą, obydwie rasy wymieniły między sobą 100 stałych "obserwatorów". Obserwatorzy ci byli ambasadorami i dyplomatami swoich własnych państw a jednocześnie ich stała obecność gwarantowała, że nie dochodziło do wyścigu zbrojeń. System ten działał doskonale i utrzymano pokój przez 3550 lat. Grupie czarnych emigrujących do Afryki, jako buntownikom, nie pozwolono wziąć ze sobą owej broni. Krok po kroku rozprzestrzeniali się oni po Afryce coraz bardziej, osiedlając się na obszarze, który znany jest teraz jako pustynna Sahara. W tamtym czasie była to bogata kraina o umiarkowanym klimacie, z bujną roślinnością oraz wieloma gatunkami zwierząt. Na życzenie kleru pobudowano świątynie. Aby zaspokoić swoją żądzę bogactwa i władzy, kler wprowadził wysokie podatki. Pośród ludności, która nigdy przedtem nie zaznała biedy, utworzyły się teraz dwie wyraźne klasy: bardzo bogaci i bardzo biedni. Kler, jak również ci co im pomagali wyzyskiwać biednych należeli oczywiście do tej pierwszej klasy społecznej.

    Religia stała się bałwochwalstwem a ludzie zaczęli oddawać cześć kamiennym i drewnianym figurom, którym składano ofiary. Wkrótce doszło do tego, że kapłani zażądali ofiar z ludzi. Od samego początku kiedy grupa czarnych się oddzieliła, kler dokładał wszelkich starań, aby trzymać ludzi w ciemnocie, na ile tylko było to możliwe. Zmniejszając stopniowo poziom ich rozwoju intelektualnego, duchowego i fizycznego, mogli lepiej nad nimi panować. Religia którą "rozwinęli", nie miała nic wspólnego z "kultem", który zapoczątkował ich odłam i emigrację do Afryki; kontrola mas była więc sprawą zasadniczą. Uniwersalne Prawo Wszechświata mówi jasno, że najważniejszym obowiązkiem człowieka, bez względu na jakiej mieszka planecie, jest jego rozwój duchowy. Doprowadzając całe społeczeństwo do upadku duchowego, trzymając ludzi ciemnocie i zwodząc ich kłamstwami – kler poważnie naruszył to fundamentalne Prawo. Wówczas to ich największy przywódca religijny miał bardzo dziwny sen, w owym śnie usłyszał wiadomość od dziwnych sennym zmor: "Ofiary z ludzi muszą się skończyć i społeczeństwo musi zawrócić na Właściwą Drogę. Człowiek istnieje fizycznie wyłącznie po to, by rozwijał się duchowo. To co robicie jest przeciwko Prawu Wszechświata".

    Przywódca Kleru został tym przekazem straszliwie wstrząśnięty. Następnego dnia zebrał radę członków swojego kleru i opowiedział im o swoim śnie. Kilku spośród nich oskarżyło go o zdradę; inni podejrzewali uwiąd starczy, a jeszcze inni sądzili, że miał halucynacje. Ostatecznie, po wielu godzinach dyskusji 12 spośród 15 członków kleru, którzy tworzyli radę stanu, uparło się żeby zachować religię w takiej formie, jak była dotychczas. Twierdzili że ich ideałem było trzymać kontrolę nad narodem oraz szerzyć wiarę i strach przed 'mściwymi bogami', wmawiając ludziom że duchowieństwo reprezentowało tych bogów na Ziemi. Nie uwierzyli ani w jedno słowo, które Przywódca Kleru usłyszał w swoim śnie. Pewnej nocy, przyleciały nad ich państwo dziwne obiekty, wyglądające jak świetliste kule i zatrzymały się na wysokości 10 000 metrów. Świątynia razem ze Świętym Miastem były położone około jednego kilometra od miasta. Istoty które nadleciały, obudziły telepatycznie Przywódcę Kleru oraz dwóch jego pomocników, którzy go wcześniej poparli i spowodowali że poszli pieszo do pięknego parku leżącego półtora kilometra od Świętego Miasta. Wykorzystując zjawisko zbiorowej halucynacji, doprowadzili do tego że straże otworzyły bramy i wypuściły więźniów. Służba, wojsko i pozostali mieszkańcy Świętego Miasta, wszyscy za wyjątkiem 12 upartych kapłanów się ewakuowali. Natchnieni przez dziwne "wizje" na niebie ludzie pędzili na drugi koniec miasta. Na niebie widać było skrzydlate postacie unoszące się wokół olbrzymiej rozżarzonej chmury, która rozświetlała noc. Tak więc w bardzo krótkim czasie udało się sprawić owym istotom, że w Świętym Mieście zostało tylko 12 złych kapłanów. Kiedy wszystko było gotowe, "świetliste kule" kompletnie zniszczyły całe Święte Miasto łącznie ze Świątynią. Skały rozleciały się na kawałki a ściany zostały skruszone do wysokości jednego metra, tak aby ich ruiny świadczyły o konsekwencjach tego "grzechu" (swoją drogą skąd my to znamy, czyżby Biblia nie mówiła o zniszczeniu Sodomy i Gomory w bardzo podobny sposób?).

    Kim byli owi "dziwni najeźdzcy"? Zapewne byli to Lirianie, z systemu gwiezdnego Liry, który stanowi środek, centrum Wszechświata, zaś sami Lirianie byli pierwszą materialną rasą we Wszechświecie, powstałą po "Rozszczepieniu Świadomości" (niektórzy nazywają to Wielkim Wybuchem, inni mówią po prostu o tym iż Bóg postanowił nauczyć nas doświadczaś wszelkich cierpień i szanować Miłość z której wszyscy pochodzimy, bowiem brak poznania cierpienia i nienawiści, powodowała iż nie byliśmy w stanie docenić tego czym tak naprawdę jesteśmy, oraz wszechogarniającej Bożej Miłości. To jest naturalne zjawisko - pozbawiemi jakichkolwiek innych wzorców, które moglibyśmy porównać z własnymi, powoduje iż uważamy że nasze życie jest jedyne i niepowtażalne i wszyscy muszą żyć tak samo. Przykład: dzieci z sowieckich sierocińców, którym gdy pokazywano kartkę z narysowanym domkiem, płotem i zwierzątkami, twierdzili że są to obwarowania więzienne, zaś sam budynek to rodzaj zony. Tak też było z nami wcześniej, gdy jeszcze byliśmy częścią Bożej Miłości).

    Mogli to również być Weganie, którzy kiedyś opuścili Lirę i osiedlili się w systemi galaktycznym Wegi (Wagi), spowodowało to początkowo wzajemną wrogość pomiedzy dwiema grupami tej samej rasy, co doprowadziło do wojny - z czasem jednak zarówno Lirianie jak i Weganie rozpoczęli wzajemną współpracę w dziele "kreacji" Wszechświata, tworzenia nowych ras i utrzymywania w nim porządku, oraz dążenia do ponownego powrotu (już na stałe), do Boga, do Bożej Miłości z której wszyscy pochodzimy. Zatem zarówno Lirianie jak i Weganie zwani są we Wszechświecie "Kreatorami" i "Opiekunami", bowiem tworzą i chronią Wszechświat (co ciekawe my wszyscy kiedyś zaczynaliśmy naszą długą podróż w tym materialnym Wszechświecie właśnie od najwyższych form - właśnie od Lirian, ale ponieważ we Wszechświecie nie istnieje tylko ciągła ewolucja, lecz zdarza się również dewolucja, przeto z czasem spadliśmy do form o wiele niższych np.: zwierzęcych). Wracając zaś do Bakaratinian.

    Następnie, aby ludzi podbudować, odezwał się głos z chmury, który ostrzegł, że gniew Boga może być straszliwy – dużo gorszy niż widzieli, że powinni teraz słuchać Przywódcy Kleru i iść Nową Drogą, którą on im pokaże. Na koniec Przywódca Kleru stanął przed ludem i przemówił. Wyjaśnił nieszczęśnikom, że postępował wcześniej niewłaściwie i że teraz ważne jest, aby wszyscy starali się podążać Nową Drogą. Pomagali mu w tym dwaj kapłani, którzy wcześniej go poparli. Czasami bywało ciężko, ale pomagały im wspomnienia pamiętnej nocy i strach przed interwencją, która skończyła się błyskawicznym zniszczeniem Świętego Miasta i śmiercią złych kapłanów. Trzeba też powiedzieć, że wszyscy uważali to "wydarzenie" za cud boży, ponieważ spowodowało ono uwolnienie ponad 200 więźniów, którzy mieli posłużyć za ofiarę następnego dnia. Wszystkie szczegóły tego wydarzenia zostały zanotowane przez pisarzy, ale legendy i opowieści o tych wydarzeniach przekazywane z biegiem wieków uległy zniekształceniu. Nie mniej jednak, natychmiastowy efekt był taki, że wszystko się zmieniło. Bogaci, którzy poprzednio brali udział w wyzyskiwaniu ludzi, zaczęli się obawiać, że może ich spotkać los, podobny do tego który spotkał upartych kapłanów i Święte Miasto. Stali się znacznie bardziej skromni i pomagali nowym przywódcom wprowadzać niezbędne zmiany. Z upływem czasu społeczeństwo osiągnęło stan harmonii i zadowolenia, przypominający sytuację przed ich emigracją do Afryki.

    Skłonni do wiejskiego raczej niż przemysłowego czy też miejskiego trybu życia, rozprzestrzenili się po całej Afryce z biegiem wieków i w końcu ich ludność liczyła kilka milionów. Miasta założono tylko na obszarze położonym tam, gdzie leży teraz Morze Czerwone i u brzegów wielkiej rzeki, która płynęła wtedy przez centrum Afryki (Nil?). Ludzie zdołali rozwinąć swoje umiejętności psychiczne w ogromnym stopniu. Wielu potrafiło przemierzać krótkie odległości lewitując, a telepatia odzyskała swoje znaczenie w społeczeństwie, stając się zjawiskiem powszednim. Zdarzało się też często, że dolegliwości fizyczne skutecznie leczono przykładając dłonie. Przywrócono ponownie przyjazne stosunki z czarnymi mieszkającymi w Australii i Nowej Gwinei, którzy odwiedzali ich regularnie swoimi "ognistymi wozami", jak nazywano statki kosmiczne używane przez ich australijskich braci. Część żółtej rasy, która sąsiadowała z Afryką, zaczęła emigrować małymi grupkami do północnej Afryki. Byli oni zafascynowani opowieściami o 'przyjeździe Boga na Wozie Ognistym'. W taki oto sposób legendy zaczęły opisywać interwencję Lirian". (CDN).

    Na razie tyle, z czasem opiszę też i inne cywilizacje (no może nie tak szczegółowo), takie jak cywilizacja Mu na Lemurii, cywilizacja imperium atlantyckiego i inne pomniejsze jak Gor na Antarktydzie, imperium Yu, mocarstwo Ujgur, aż wreszcie dojdę do pierwszych ludzkich kultur - Sumeru, Egiptu, Chin oraz cywilizacji Ameryki Środkowej.


    Pozdrawiam.
    Ostatnio edytowane przez Augustus ; 30-08-2012 o 16:37

  3. Augustus otrzymał podziękowanie za ten post od użytkownika:

    Magneto (16-07-2014)

  4. #3
    Wkręcony

    Status
    Offline
    Dołączył
    08 May 2012
    Lokalizacja
    szczecin
    Posty
    403
    Podziękował(a)
    438
    Dostał(a) 372 podziękowań za 206 postów
    Siła reputacji
    15

    Odp: Jak stary jest człowiek i gdzie są jego początki?

    Fajna bajka niema co

  5. #4
    Awatar Magneto
    Początkujący

    Status
    Offline
    Dołączył
    12 Jul 2014
    Lokalizacja
    Jastrzębie - Zdrój .
    Posty
    81
    Podziękował(a)
    44
    Dostał(a) 7 podziękowań za 6 postów
    Wpisów
    4
    Siła reputacji
    2

    Odp: Jak stary jest człowiek i gdzie są jego początki?

    Nie jest to bajka ,zapewniam ,lecz fakt niezbity , lecz tylko człowiek który dobrze poznał swoje wady i mocne strony (poznał siebie ) lub osiągnął wysoką świadomość duchową (na ziemi znamy takich ludzi jako - Budda i Jezus Chrystus ),jest w stanie uznać te opowieści jako fakty prawdziwe ,sam czuję w sobie ducha obcej rasy ,i nie tylko ,bo fizycznie czuję większy ciężar grawitacji ,niż kiedyś ,a i oddychanie jest dla mnie jakieś dziwne,niż do niedawna ,jakby powietrze było dla mnie nieco za gęste ,i często je wydalam ,kaszląc ,nawet gdy nie palę papierosów .
    Ostatnio edytowane przez Magneto ; 17-07-2014 o 00:02
    Porzuć ten pomysł stania się kimś, ponieważ już jesteś dziełem sztuki. Nie można cię ulepszyć. Musisz tylko do tego dotrzeć, poznać to i uświadomić sobie. - Mistrz Zen .

  6. #5
    Awatar Mahadewa
    Wkręcony

    Status
    Offline
    Dołączył
    28 Nov 2011
    Lokalizacja
    Polska
    Posty
    359
    Podziękował(a)
    351
    Dostał(a) 533 podziękowań za 240 postów
    Siła reputacji
    32

    Odp: Jak stary jest człowiek i gdzie są jego początki?

    Cytat Zamieszczone przez Magneto Zobacz posta
    Nie jest to bajka ,zapewniam ,lecz fakt niezbity
    W sumie to wierzę w istnienie życia na innych planetach, ale dopóki obcy nie wylądują na ziemi i oficjalnie się nie ujawnią, wolę nie wnikać w tego typu opowieści jak powyżej, by się przypadkiem kiedyś nie okazało, że dałem się nabić w butelkę.
    Cytat Zamieszczone przez Magneto Zobacz posta
    sam czuję w sobie ducha obcej rasy
    też tak czasami czuję, być może dlatego, że w poprzednich wcieleniach inkarnowałem się na innych planetach, a być może raczej dlatego, że mam inne spojrzenie na rzeczywistość niż 99% naszej populacji. Być może ja dla nich jestem kosmitą, ale oni dla mnie tak samo.
    Cytat Zamieszczone przez Magneto Zobacz posta
    i nie tylko ,bo fizycznie czuję większy ciężar grawitacji ,niż kiedyś
    U mnie się to zaczęło, gdy skończyłem czterdziestkę i z każdym rokiem ziemia będzie mnie przyciągać coraz mocniej, ale to tylko objaw starzenia się.
    Cytat Zamieszczone przez Magneto Zobacz posta
    a i oddychanie jest dla mnie jakieś dziwne,niż do niedawna ,jakby powietrze było dla mnie nieco za gęste
    Ja tak mam, jak się przeprowadziłem ze wsi do miasta, taki tu ruch i w ogóle, ciężko mi się tu oddycha. Wszystko da się jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Nie znaczy to, że uważam powyższe opowiadania za fikcję, ale dopóki nie ma na to dowodów, nie warto temu poświęcać uwagi, żeby na koniec życia się nie okazało, że zmarnowaliśmy je na uganianiem się za iluzją, choć chcąc nie chcąc, i tak to robimy, większość z tego za czym biegamy wydaje się być bez znaczenia.

  7. Mahadewa otrzymał podziękowania za ten post od 2 użytkowników:

    Ariadne (20-07-2014), Magneto (19-07-2014)

  8. #6
    Awatar Magneto
    Początkujący

    Status
    Offline
    Dołączył
    12 Jul 2014
    Lokalizacja
    Jastrzębie - Zdrój .
    Posty
    81
    Podziękował(a)
    44
    Dostał(a) 7 podziękowań za 6 postów
    Wpisów
    4
    Siła reputacji
    2

    Odp: Jak stary jest człowiek i gdzie są jego początki?

    Dzięki za wyjaśnienie ,lecz czy to wszystko objaw starzenia ? ja chociaż m,am 46 lat ,to słyszałem, nawet jak dają mi 28 lat ,zresztą u mnie zamiast się starzeć,to z wiekiem młodnieje ,poprostu jakby czas dla mnie stanął w miejscu ,dla mnie jest wieczne teraz.
    A dobrze że wspomniałeś o uganianiu się w kółko ,ludzie,co obserwuję ,nie mogą wyjść z iuzji umysłu ,z koła samsary -według filozofii wschodu .
    I mieszkam cały czas w jednym miejscu ,oprócz 3-trzech latek gdy mieszkałem w Otmuchowie ,a urodziłem w Nysie .
    Ostatnio edytowane przez Magneto ; 19-07-2014 o 13:06
    Porzuć ten pomysł stania się kimś, ponieważ już jesteś dziełem sztuki. Nie można cię ulepszyć. Musisz tylko do tego dotrzeć, poznać to i uświadomić sobie. - Mistrz Zen .

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Początki spirytyzmu.
    By Vayen van Elyar in forum Spirytyzm
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 03-07-2013, 20:48
  2. Karma i człowiek, Czy można zmienić karmę?
    By Słońce in forum Karma i przeznaczenie
    Odpowiedzi: 50
    Ostatni post / autor: 20-02-2012, 22:37
  3. Bardzo dawno temu zanim nastał człowiek?
    By Słońce in forum Tajemnice Cywilizacji
    Odpowiedzi: 5
    Ostatni post / autor: 18-06-2011, 07:35
  4. Natura i człowiek
    By Ksiul in forum Zdrowy styl życia
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 28-05-2011, 12:34
  5. 04. gdzie jesteśmy
    By Słońce in forum Kalendarz Majów
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 29-01-2011, 19:08

Tagi dla tego wątku